Uważność, a myśli
Jak powiedział Eckhart Tolle: „Być człowiekiem to być zamyślonym”. Myślenie jest zupełnie naturalnym zjawiskiem. Wiemy jednak jak wiele cierpienia może nam przysporzyć myślący umysł, co sprawia, że nie lubimy z nim przebywać sam na sam. Bardzo często przed nim uciekamy angażując się w różne aktywności, byle tylko nie doświadczać danej trudności. Nie ma w tym nic dziwnego, bo któż chciałby cierpieć? Sęk w tym, że daleko nie uciekniemy. Innym razem próbujemy siłą pozbyć się tych myśli; ignorujemy je, bagatelizujemy, manipulujemy prawdą. Próbujemy wymazać coś z pamięci. Żadna z tych taktyk na dłuższą metę nie przynosi ulgi. W Uważności podchodzimy do tematu nieco inaczej 😉
Chaos w głowie
Co mówi Ci teraz Twój umysł? Większości z nas przez cały dzień towarzyszy mentalny komentarz; jest w tle, nieustannie oceniając, planując, osądzając, porównując, kwestionując. Mówimy do siebie: „Czy to mi się podoba?”, „Czy go/ją lubię?”, „Nie lubię go/jej”, „Dlaczego on/ona to nosi?”, „Jak wyglądam?”, „Jak się prezentuję?”, „Chciałbym/chciałabym być teraz gdzie indziej”, „Czy ta osoba mnie lubi?”.
Mamy zmartwienia i obawy, które pojawiają się znienacka, historie, o których obsesyjnie myślimy. „Czy będę miał/a wystarczająco dużo pieniędzy, gdy przejdę na emeryturę?”, „Co się stanie, jeśli stracę pracę?”, „Czy jestem w związku, którego pragnę?”, „Czy postępuję właściwie?”, „Co stanie się ze mną w przyszłości?”.
Wszyscy znamy z autopsji niekończące się wałkowanie w głowie przyszłych i przeszłych scenariuszy, odtwarzanie ich raz za razem, próbując znaleźć w nich odpowiedzi, rozwiązania problemów (albo najzwyczajniej w świecie maltretować się pielęgnując masochistyczne tendencje). Nasze myśli stają się ciężkie, uwierające, lepkie, ale także bardzo rzeczywiste.
I tutaj pojawia się problem. Kiedy wierzymy w te myśli, cierpimy – czujemy się zestresowani, niespokojni i pełni obaw. Nawykowo, próbujemy myśleć lub działać, aby wyjść z danej sytuacji, ale to rzadko kiedy przynosi pozytywne rezultaty. Wydaje się, że gdy tylko rozwiejemy jedną obawę, natychmiast zastępuje ją inna. Ciągły cykl zmartwień i lęków wydaje się nie mieć końca. Tak długo jak będziemy wierzyć, że nasze myśli stanowią świętą prawdę na temat świata i nas samych, tak długo będziemy tkwić w stworzonej przez nas samych klatce.
Natura umysłu
Umysł ma obsesję
Wiemy już, że nasz umysł ma tendencję do rozproszeń. Ale jakie jest to rozproszenie? Przykładowo, zauważamy, że umysł uwielbia w kółko odtwarzać jeden i ten sam scenariusz. Możemy zapomnieć o nim na chwilę, tylko po to, by ten sam wzorzec myślowy pojawił się znowu w najmniej oczekiwanym momencie i od nowa był odtwarzany jak zdarta płyta.
Umysł się martwi
Zauważamy, że umysł ma obsesję na punkcie rzeczy, które są niepokojące; scenariuszy, w których możemy zostać w jakiś sposób zranieni lub pominięci lub które powodują, że jesteśmy zestresowani. Zwracanie uwagi na deficyty to atawistyczna cecha naszego umysłu; niegdyś musiał on skanować przestrzeń w poszukiwaniu niebezpieczeństw, aby zapewnić nam przetrwanie.
Zmartwienia dotyczą przeszłości i przyszłości
Potencjalna nieprzyjemność nie dzieje się teraz. W prawie wszystkich przypadkach umysł martwi się o coś, co już się wydarzyło lub może się wydarzyć w przyszłości lub może nigdy się nie wydarzyć. Ta ostatnia opcja jest najbardziej prawdopodobna. Ponoć aż 80% (!) rzeczy, którymi się zamartwiamy nigdy się nie przydarzy.
Umysł może być osądzający i krytyczny
Często zauważamy, że dialog w naszej głowie ma krytyczny charakter, osądzając nas (powinniśmy być inni niż jesteśmy) lub osądzając nasze życie (powinno wyglądać inaczej). Zauważamy także, że umysł równie łatwo osądza innych ludzi.
Umysł jest wspaniałym sługą, ale fatalnym panem
Myślący umysł jest fantastyczny w rozwiązywaniu problemów, planowaniu, tworzeniu, rozumieniu i przetwarzaniu informacji, ale pozostawiony sam sobie może powodować stres i niepokój. Jeżeli postępujemy świadomie, jesteśmy zdolni do niezwykłych czynów. Oddając jednak kontrolę automatycznym, nieświadomym reakcjom możemy wpędzić się w kłopoty.
Umysł wymyka się spod kontroli
Umysł wydaje się mieć swój własny umysł. Myśli, które powstają organicznie, bez naszej kontroli, wydają się być często przypadkowe, bez większego sensu i wartości. Jednocześni te same myśli wywołują w nas określone, często niepożądane reakcje. Tak jakbyśmy to nie my, a właśnie nasza nieświadomość sprawowała nad nami władzę.
Nie jesteśmy naszym umysłem
W pewnym momencie, wraz z praktyką, przyjdzie zrozumienie, że nie jesteśmy naszym umysłem, a tym samym żadną z myśli, która przez niego przepływa. Jesteśmy istotami, które są świadome procesu myślenia, swojego umysłu, ale nie samym umysłem. Jesteśmy czymś znacznie więcej!
Możemy pracować z naszym umysłem
W momencie, gdy przestajemy się identyfikować z naszymi myślami, zyskujemy dystans niezbędny do podjęcia pracy z umysłem. Istnieje wiele narzędzi, które pozwolą nam uniknąć cierpienia, którego źródło leży w umyśle.
Narzędzia do pracy z umysłem
Każdy z nas jest inny, więc narzędzie, które sprawdzi się u jednej osoby, niekoniecznie może być skuteczne dla drugiej. Bądź kreatywny i sprawdź, co działa u Ciebie ;). Poniżej kilka propozycji, które możesz potraktować jako punkt wyjścia.
Etykietowanie
Myśli pochodzą z określonego kontekstu lub mają określone motywy. Identyfikując je, możemy im nadać pewną etykietę. Przykładem może być myśl krytyczna lub narzekanie. Jeżeli jest Ci znana koncepcja zniekształceń poznawczych, możesz klasyfikować swoje myśli właśnie w taki sposób (np. katastrofizacja, wyolbrzymianie, uogólnianie, czytanie w myślach, przepowiadanie przyszłości itp.). O czym jest ta myśl? Co jest jej celem? Osobiście dosyć często stosuję etykiety: storytelling czy drama queen 😉 Etykietowanie myśli, pozwala nam się od nich zdystansować, a tym samym odbiera im władzę jaką zazwyczaj sprawują nad nami. Przerywamy ciąg bodziec-reakcja i zyskujemy przestrzeń na świadomą refleksję.
Powracanie do ciała lub oddechu
Kiedy zauważymy, że myśli przysparzają nam cierpienia, możemy skierować uwagę na nasze ciało, stopy na podłożu, oddech. Możemy wnieść ciekawość do naszego obecnego doświadczenia. Jakie doznania fizyczne towarzyszą Ci w tym momencie w ciele? W jaki sposób oddychasz? Weź kilka głębokich i równych wdechów i wydechów, aby uspokoić umysł i uziemić się w chwili obecnej. Ponieważ zarówno nasze ciało jak i oddech istnieją tu i teraz, koncentrując się na nich, sprowadzamy się do teraźniejszości. Tutaj mamy inną perspektywę i możemy zobaczyć myśli i historie takimi, jakimi są: myślami i historiami.
Dialog wewnętrzny
Gdy zdamy sobie sprawę, że myślimy o czymś obsesyjnie, martwimy się lub osądzamy siebie, możemy zainterweniować i powiedzieć sobie: „Nie teraz” lub „Jest w porządku”. Obie te interwencje mają tendencję do przerywania wzorca myślowego. Pełnią funkcję otrzeźwiającą; zauważamy, że pogrążamy się w niewspierających myślach. Kiedy zdajemy sobie z tego sprawę, myśli te często tracą swoją moc lub zanikają. Osobiście lubię wplatać w ten dialog wewnętrzny nieco sarkazmu, szczególnie, gdy moje myśli mają charakter dramatyczny („Tak. Masz rację. Absolutnie NIGDY w życiu nic Ci nie wyszło”.). Dialog wewnętrzny może być kontynuacją etykietowania. Jeżeli wiesz już, że dana myśl jest wyolbrzymieniem, możesz postarać się ją zracjonalizować.
Interwencyjna rozmowa z wewnętrznym krytykiem lub sędzią
Pochodną dialogu wewnętrznego jest interwencyjna rozmowa z naszym wewnętrznym krytykiem 😉 Wszyscy doskonale znamy ten głos. Czasami wyróżnia się również głos wewnętrznego sędziego. Zgodzimy się, żaden z nich nie przyniósł nam w życiu zbyt wiele pożytku. Wewnętrzny krytyk lub sędzia jest po prostu oprawcą. I, tak jak z oprawcami bywa, często jedynym sposobem poradzenia sobie z nim jest przeciwstawienie się mu. Powiedzenie swojemu wewnętrznemu krytykowi „sp****alaj” jest wysoce terapeutyczne i działa bardzo dobrze w wyciszaniu tego głosu.
I, żeby nie było. Nie ja wymyśliłam tę technikę. Poznałam ją, słowo daję, podczas mojego pierwszego kursu uważności w Australii. To był najlepszy moment całego kursu kiedy mój nauczyciel, człowiek do rany przyłóż, chodzący kwiat lotosu z kamiennym obliczem oznajmił, że czasami trzeba swojemu wewnętrznemu głosowi powiedzieć „sp****alaj”. Zatkało mnie, ale stosuję 😀 Mój wewnętrzny krytyk ma na imię Kazio (nadanie mu imienia również pozwala mi się od niego dystansować) i dosyć często wchodzimy w dyskusję.
Jeśli głos pojawi się ponownie, po prostu powiedz mu, żeby się odwalił. Praktyka ta wzmacnia również zrozumienie, że myśli są tylko myślami, a nie nami. To my mówimy „od****dol się”, a nie myśli. To samo w sobie jest naprawdę zdrowe, ponieważ uczymy się dystansować od samokrytyki, dając sobie szansę, by zobaczyć ją jako kłamstwo, zamiast ślepo w nią wierzyć.
To tylko myśl
Racjonalne rozumienie danego pojęcia czy koncepcji wcale nie musi się przekładać na umiejętność wykorzystania tej wiedzy w praktyce. W toku ewolucji zostaliśmy zaprogramowani w taki sposób, aby umysł emocjonalny poprzedzał racjonalny. Cóż więc z tego, że coś wydaje się logiczne, skoro logika wydaje się nas przy wielu okazjach zawodzić? Inna sprawa, którą być może pamiętamy ze szkoły; choć znam na pamięć wszystkie wzory chemiczne, to absolutnie dalej nie rozumiem jak to wszystko działa; czytaj: posiadam wiedzę, ale ona nie do końca ze mną rezonuje. Prawdziwe poznanie przychodzi z czasem, wraz z praktyką uważności; kiedy a) zwalniamy bieg i zapobiegamy automatycznym, nawykowym reakcjom oraz b) stajemy się bardziej wnikliwi.
Sama pamiętam jak pierwszy raz usłyszałam od wieloletniego praktyka medytacji zdanie: „to tylko myśl”. „Też mi odkrycie” – pomyślałam sobie wtedy. W rzeczywistości jednak jest to odkrycie potężne w swej prostocie, o właściwościach uwalniających. Diabeł jednak tkwi w tym, że logiczne zrozumienie nie wystarczy. Tego należy doświadczyć. O czym zresztą jest uważność, jeśli nie o doświadczaniu? No więc minęły prawie dwa lata zanim naprawdę zrozumiałam sens tego sformułowania. „To tylko myśl” – powiedział mój obserwator w w obliczu nagonki wewnętrznego krytyka. Głos się rozpuścił, krytyczne myśli odpłynęły, a ja odetchnęłam głęboko. Eureka.
