Radykalna akceptacja
Życie warte przeżycia
Dzisiaj Marsha jest cenionym psychologiem klinicznym i profesorem psychiatrii, w co aż trudno uwierzyć zważywszy jak trudny miała start. Jest twórczynią terapii dialektyczno-behawioralnej (DBT) uznawanej za najbardziej skuteczną metodę pracy z osobami z zaburzeniem osobowości typu borderline.
„Życie warte przeżycia” to niezwykle inspirująca historia, szczególnie dla osób, które nie mają nadziei na wyzdrowienie. Marsha jest znakomitym przykładem na to, że każdy (nie napiszę przy odrobinie wysiłku, bo to byłby oksymoron) ma szansę zobaczyć światełko w tunelu. Niebagatelną rolę w procesie zdrowienia pełni radykalna akceptacja, o której miał być ten wpis. Tak więc, zawijając do brzegu, czymże jest ta radykalna akceptacja?
Radykalna akceptacja polega na porzuceniu iluzji kontroli i gotowości do zauważenia i zaakceptowania rzeczy takimi jakie są teraz, bez osądzania.
Definicja radykalnej akceptacji
Marsha opisuje radykalną akceptację jako pełne i bezwarunkowe przyjęcie rzeczywistości taką, jaka jest, bez próby jej zmiany, osądzania czy oporu. Jest to świadoma decyzja o zaakceptowaniu sytuacji, nawet jeśli jest bolesna czy trudna.
(…) akceptacja wszystkiego całym umysłem, sercem i ciałem – przyjęcie czegoś z głębi naszej duszy, pełne otwarcie się na doświadczanie rzeczywistości takiej, jaka jest w danej chwili.
Radykalna akceptacja nie polega wyłącznie na intelektualnym zrozumieniu rzeczywistości, ale także przyjęciu jej wszystkimi aspektami naszego bytu – umysłem, sercem i ciałem. Nie chodzi tylko o zrozumienie, że rzeczy są takie, jakie są, ale również o to, by otworzyć się emocjonalnie i fizycznie na obecne doświadczenie, bez oporu i walki.
Cierpienie to dodatkowe, bolesne emocje, które pojawiają się, kiedy odmawiamy przyjęcia i zaakceptowania bólu.
Choć Marsha Linehan wychowywała się w rodzinie katolickiej (i przez większość życia była wierząca i praktykująca), ostatecznie została mistrzynią Zen. Stąd w jej przekazach wyraźne są elementy nauk buddyjskich; jak choćby w powyższym fragmencie książki. Nie można nie zauważyć podobieństwa do słynnych słów Buddy: „Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest opcjonalne”. O drugiej strzale buddyjskiej pisałam przy okazji wpisu o historii uważności. Odsyłam jeżeli nie miałeś/aś okazji przeczytać 🙂
Radykalna akceptacja pozwala zredukować cierpienie wynikające z oporu wobec tego, czego nie możemy zmienić. Nie oznacza jednak zgody na złe czy niepożądane zdarzenia; jest po prostu sposobem na zakończenie walki z nimi. Wbrew powszechnej opinii, akceptacja nie jest bierną postawą. Wręcz przeciwnie. Jak mówi Jon Kabat-Zinn:
Akceptacja jest bardzo aktywnym procesem, nie ma w niej nic pasywnego, nie jest bierną rezygnacją, ale aktem uznania, że rzeczy są takie jakie są.
Radykalna akceptacja jest bardzo aktywnym, świadomym procesem. Nie polega na bierności czy rezygnacji z działań, ale na pełnym uznaniu rzeczywistości takiej, jaka jest, bez próby jej zmieniania czy osądzania. Oznacza to świadome podjęcie decyzji o przyjęciu faktów, nawet jeśli są trudne czy bolesne, i skierowanie swojej energii na konstruktywne działanie w oparciu o to, co jest możliwe do zmiany. Akceptacja staje się narzędziem do większej wolności emocjonalnej, ponieważ pozwala przestać walczyć z tym, czego nie da się kontrolować i skupić się na działaniach, które są w naszej mocy.
Ciekawym paradoksem jest to, że kiedy akceptuję siebie takim jakim jestem, wtedy mogę się zmienić.
Jak zauważył Carl Rogers prawdziwa zmiana staje się możliwa dopiero wtedy, gdy akceptujemy siebie takimi jakimi jesteśmy. Kiedy przestajemy walczyć z naszymi wadami, trudnościami czy ograniczeniami i uznajemy je za część siebie, przestajemy tracić energię na opór i samoosąd. Zamiast tego otwieramy się na bardziej konstruktywny proces zmiany. W akceptacji nie chodzi o to, by zrezygnować z chęci rozwoju, ale o to, by zaakceptować siebie w pełni, bezwarunkowo, co tworzy solidny fundament do zmiany. Akceptacja zmniejsza wewnętrzne napięcie i pozwala na rozwój w sposób naturalny i zrównoważony, zamiast z przymusu czy presji.
Być może wiesz już, że często powtarzam frazę Nie da się zmienić tego, czego nie jesteśmy świadomi. Warto do tego sformułowania dodać wątek o akceptacji: Zmienię się tylko wtedy jeśli zaakceptuję siebie w pełni lub gdy zaakceptuję rzeczywistość taką jaka jest. Bez świadomości i akceptacji problemu, ciężko jest stawić mu czoła.
To czego nie możemy objąć miłością, więzi nas.
Amerykańska psychoterapeutka i nauczycielka medytacji, Tara Brach, definiuje radykalną akceptację jako „jasne rozpoznanie tego, co czujemy w danej chwili i traktowanie tego doświadczenia ze współczuciem”. Nazywa to również „zaprzyjaźnianiem się z samym sobą”, co jest pięknym zwieńczeniem definicji radykalnej akceptacji.
Radykalna akceptacja rzeczywistości
Zamknięci w błędnym kole
Tak wiele w naszym życiu wydaje się być próbą naprawienia rzeczy; siebie, swojego życia, innych lub otaczającego nas świata. Istnieje głęboko zakorzenione, być może nieświadome uczucie cichego niepokoju, niepokoju, że rzeczy nie są w porządku takie, jakie są. Gdyby wszystko było w porządku, nie czulibyśmy, że musimy próbować to naprawić, prawda?
Rozumiejąc umysł, uwalniamy się od niego
Uważność pomaga nam dostrzec, że ciągłe dążenie i poszukiwanie, w rzeczywistości jedynie podsyca obsesję. Zauważamy, że nasz umysł zawsze chce, aby rzeczy były inne, lepsze, bezpieczniejsze, łatwiejsze. Zauważając umysł; jego opór i sposób, w jaki martwi się o przyszłość i przeszłość, rozluźniamy kurczowy chwyt jakim się trzymamy tworzonych przez niego narracji. Poprzez poznanie umysłu, przestajemy być jego niewolnikiem.
Spotkanie z chwilą taką, jaka jest
Uwolnieni od uścisku martwiącego się umysłu, stajemy się wolni i możemy spotkać chwilę taką, jaka jest, właśnie teraz. Zatrzymujemy się i robimy pauzę. Czujemy, zauważamy i obserwujemy nasze doświadczenie. Kiedy to robimy, odkrywamy, że obecna chwila nie jest tak przerażająca, bolesna ani trudna, jak sobie wyobrażaliśmy. Tak, nadal może być przerażająca, bolesna i trudna, ale nie w sposób, w jaki myśleliśmy, że może być, lub w sposób, jaki opisywał nam nasz umysł.
Odkrywamy, że obecna chwila nie jest w rzeczywistości problemem i że mamy zdolność do bycia z doświadczeniem, nawet jeśli jest ono przerażające, trudne lub bolesne. Nie musimy uciekać, odpychać doświadczenia ani naprawiać rzeczy. Akceptujemy je takimi, jakie są.
W tej akceptacji odkrywamy, że mamy więcej możliwości wyboru. Nasza odpowiedź na różne sytuacje bierze się z mądrości, a nie strachu. Stopniowo uczymy się, że nie musimy wierzyć swojemu umysłowi, że możemy ufać swojej intuicji, a w konsekwencji sobie i swojej reakcji.
To sprawia, że życie staje się łatwiejsze, bardziej płynne, radosne i mniej groźne. Uwalnia naszą uwagę i energię od samoobrony i nie mających końca „starań o lepsze jutro”, dzięki czemu możemy być obecni tu i teraz. Jesteśmy otwarci na wszystkie nasze doświadczenia i innych ludzi. Odkrywamy bogactwo i pełnię, których dotąd poszukiwaliśmy w przyszłości zamknięci w błędnym kole nierealnych oczekiwań.
Radykalna akceptacja siebie
Radykalna akceptacja jest zarówno naturalnym produktem ubocznym autentycznej praktyki uważności, jak i intencją, którą możemy pielęgnować. Jest możliwa dzięki dwóm kluczowym elementom; rozpoznaniu i współczuciu.
Rozpoznawanie to uważność, bycie świadomym. Rozpoznajemy naszą obecną sytuację; jesteśmy świadomi naszych emocji, myśli, doznań fizycznych. Kiedy rozpoznamy naszą sytuację w pełni, możemy następnie obdarzyć siebie i swoje doświadczenie współczuciem. Możemy powiedzieć sobie, że to doświadczenie; nasze uczucia, myśli i doznania fizyczne z nim związane są w porządku.
Zostając w naszych ciałach tak długo, jak to możliwe, ugruntowujemy się; czujemy nasze stopy na ziemi i jesteśmy świadomi naszego oddechu. Intencja bycia obecnym jest sama w sobie aktem współczucia i miłości, ponieważ jesteśmy gotowi spotkać siebie, nasze doświadczenie, nawet jeśli jest ono trudne lub przerażające.
Jeśli doświadczenie jest dla nas zbyt trudne i odsuwamy się, tłumimy lub unikamy go, również to zachowanie obejmujemy uwagą i akceptacją. Wtedy także możemy okazać sobie współczucie i powiedzieć do siebie, że to w porządku. Radykalnie akceptujemy wszystko: strach, przyjemność, wstyd, szalony umysł, poczucie winy, unikanie, egoizm, gniew, przyjemność, ból, krzywdę, miłość… Nie musimy tego lubić, wystarczy, że to zaakceptujemy. Akceptujemy całość naszego doświadczenia, pozostając ciekawymi i słuchając siebie dogłębnie.
Słuchając głęboko, słyszymy głos naszej wrodzonej mądrości, intuicji. Wpuszczamy go i w ten sposób zaprzyjaźniamy się ze sobą, akceptujemy siebie, zaczynamy kochać i ufać sobie.

